Apteka to nie szpital

W wielu miejscowościach plagą dotykającą wszelkie apteki są osoby, które obawiają się lekarzy, przychodni i szpitali, więc po poradę zdrowotną przychodzą do apteki. Często kieruje nimi też chęć zaoszczędzenia – w szpitalu czy przychodni musieliby zapłacić za wizytę, tutaj mają poradę za darmo. Jest to dość problematyczne, ponieważ pracownicy apteki muszą podchodzić do klienta grzecznie i z szacunkiem, a jednocześnie nie mogą nadużywać swoich uprawnień. Klient często prosi o sprzedaż jakiegoś środka na konkretną przypadłość – w dużej ilości przypadków chodzi o coś tak błahego jak katar, ale może też się okazać, że katar wywoływany jest np. chorymi zatokami czy alergią. Podobnie bywa z bólem głowy, kupowanie tabletek jest rozwiązaniem tylko przez chwilę, ale przecież farmaceuta często nie ma pojęcia, ile takich tabletek zużywa potencjalny klient. Sprzedaż jakichkolwiek leków bez skierowania od lekarza jest więc zawsze obarczona pewnym ryzykiem. Sztuką jest, żeby umieć doradzić, sprzedać lekarstwo kiedy potrzeba, ale jednocześnie uniknąć sytuacji zastępowania lekarza. Część osób trzeba po prostu odesłać do odpowiedniej placówki. Podobny problem może występować w przypadku, gdy klient nie chce kupić leku z recepty, ale żąda wydania tańszego odpowiednika.